Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy. Pokaż wszystkie posty

8 paź 2010

Pieczona cukinia


Jesienią włącza mi się coś takiego, że mam ochotę kupić wszystkie świeże warzywa na straganach. Oczywiście, możliwości przetworzenia (czytaj: zjedzenia) takiej ilości są ograniczone, ale jak tu nie kupić cukinii za 4 zł kilo (normalnie jest co najmniej dwa razy droższa). Przepis powstał spontanicznie, po kupieniu cukinii właśnie - a po upieczeniu okazało się, że nie ma jak zrobić fotki, bo warzywko zostało pożarte z prędkością światła. Toteż należało wykonać powtórkę ;-) Cukinia ma tę wyższość nad swoim kuzynem kabaczkiem, że jest lżejsza, bardziej wodnista, wdzięcznie przejmuje smaki przypraw wszelakich, dobrze poddaje się grillowaniu i innym torturom. Warto jednakowoż wiedzieć, że im jest mniejsza, tym lepsza. Przerośnięte odrzucamy z miejsca.

Jak ją upiec - ależ to elementarne, Watsonie. Przepis jest tak prymitywny, że w sumie nie ma się czym chwalić, ale podobno najprostsze jest najlepsze.

1. Przekrajamy dwie (lub więcej, w zależności od liczby osób/apetytu) cukinie w poprzek, aby powstały łódeczki. Nie wydrążamy i nie obieramy.
2. Kładziemy na blasze do pieczenia i skrapiamy każdą łódeczkę odrobiną oliwy z oliwek.
3. Obkładamy czosnkiem, pokrojonym na cienkie plasterki. Czosnku może być dużo lub bardzo dużo. My na dwie cukinie zużyliśmy chyba z pięć sporych ząbków.
4. Osypujemy rozdrobnionym, świeżym (lub w ostateczności suszonym) rozmarynem, solą morską i dowolnymi ziołami (ja dałam przyprawę do kuchni włoskiej kamisa).
5. Wkładamy do porządnie rozgrzanego (minimum 180 stopni) piekarnika. Na 20 minut, max pół godziny. Właściwie to piecze się ją na oko - wyciąga się z piekarnika jakieś dziesięć minut po tym, jak zapach rozejdzie się po domu i skutecznie przyciągnie do kuchni, nie dając spokoju. Tyle czasu wystarczy, aby cukinia zmiękła, leciutko się przyrumieniła tu i ówdzie.
6. Podaje się ze świeżą, chrupiącą bagietką lub ciabatą. I koniecznie białym winem. Jak ktoś lubi, można dodać na talerz trochę sosu pomidorowego lub plebejskiego keczupu, i maczać cukinię. Też dobre.

P.S. Tak, to mój debiut tutaj. Tak, jestem panią Arimową.

2 kwi 2010

Chleb z otrąb


Będzie to o kolejnym chlebie na tym blogu (mam nadzieję, że na razie ostatni). Chleb przeznaczony dla wszystkich, a w szczególności dla osób na modnej ostatnio diecie proteinowej, która dopuszcza zjedzenie otrąb w postaci usmażonych placków. Skoro otręby dopuszczone, to można spróbować zrobić chleb.

Użyte otręby to otręby żytnie, pszenne i owsiane.

Najpierw zakwas: dwie łyżki zakwasu żytniego (trzeba jakoś wystartować) i po łyżce każdych otrąb + trochę wody, wymieszać zostawić. Codziennie przez 4-5 dni dodawać po łyżce otrąb + woda. Trzymać w cieple. Po pięciu dniach zakwas jest dobrze przygotowany.

Czas na chleb. Po pół kubka każdych otrąb zalać kubkiem wrzątku, wymieszać i zostawić do wystygnięcia. Zaparzanie uwolni i skleikuje skrobię, chleb będzie wilgotniejszy. Drugi sposób to zrobienie zasmażki - otręby należy podsmażyć (ale nie przypalić!) i zalać kubkiem zimnej wody, wymieszać i pozostawić do wystygnięcia. Chleb uzyska fajny aromat.

Wystygniętą masę dobrze rozdrobnić widelcem i dodać kubek/półtora zakwasu i jedno lub dwa jajka. Wszystko dobrze wymieszać/wyrobić. Dolewając wody lub dodając nieco otrąb należy uzyskać dość gęstą masę (coś jak gęsta kasza manna). Masę zostawić na 20 minut, ponownie dobrze wymieszać (można dodać trochę wody jak za bardzo zgęstnieje), przełożyć do wysypanej otrębami formy tak do 2/3 wysokości. I zostawiamy na 2h. Masa raczej nie będzie rosła, chodzi głównie o to aby zakwas popracował.

Pieczenie w piekarniku w temperaturze 210-220 stopni (bez termoobiegu, tylko z dolnym grzaniem) przez 40-60 minut. Na ostatnie 10 minut temperaturę można zmniejszyć do 190 stopni. Po wyjęciu od razu wyciągamy z formy i wkładamy do gorącego jeszcze piekarnika na 5-10 minut do góry nogami. Chodzi o dobre wysuszenie skórki. Niestety chleb nie nadaje się jeszcze do jedzenia, musi wystygnąć i dojrzeć przez 12h - potem można jeść nawet kilka dni.


Jest wilgotny, kwaskowy, bardzo aromatyczny i ciężki. Wbrew temu co widać na zdjęciach - nie kruszy się - trzyma się kupy.
Mi smakuje bardzo (mimo że to nie ja jestem na diecie).

Aha - do pozostały zakwas dokarmiamy przez dwa dni i można piec następny chleb i tak można non-stop.

18 sty 2010

Chleb a'la muffin - czyli Mikrochlebki

Oto moja ostatnia produkcja. Nadmiar posiadanego zakwasu, luźny weekend, obejrzany "Ratatuj" (scena z krytykiem jedzącym ratatouille jest genialna!) i chęć uczestnictwa w konkursie na chleb miesiąca spowodowały, że wymyśliłem coś takiego, czyli chleb pieczony w formie do muffinów:


Przepis jest trochę zagmatwany, bo postanowiłem zrobić wszystko zgodnie z chlebową sztuką. Całość zrobiona na bazie gotowej mieszanki chlebowej.

Trzeba zacząć dobę przed:

1. Dokarmianie zakwasu
  • 100 zakwasu żytniego (najlepiej jakiegoś dość aktywnego)
  • 50g mąki owsianej
  • 50ml wody
Zamieszałem, zostawiłem na 8h w ciepłym miejscu, potem po raz drugi:
  • powyższy zakwas
  • 50g mąki orkiszowej razowej
  • 50g mąki żytniej razowej
  • 100ml wody
Znowu zamieszałem i zostawiłem na 8h. I tak otrzymałem 400g żwawego zakwasu. Teraz czas na:

2. Zakwaszanie mąki
  • cały zakwas
  • 200g mieszanki (tutaj wybór padł na Chleb Polski Sądecki)
  • 200ml wody
Poniżej zdjęcie z półproduktami (po lewej zakwas, po prawej przesiana mąka, pośrodku baza chleba):


Po wymieszaniu zostawiłem na 6h. No i nadszedł czas na przedostatnią fazę:

3. Przygotowanie ciasta
  • 300g mieszanki (patrz uwaga poniżej)
  • 50g mieszanki (dodane podczas ostatniego mieszania)
  • woda (patrz uwaga poniżej)
  • pół gotowanego ziemniaka
  • łyżka roztopionego masła
  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • 2 łyżki oliwy z pestek dyni
Uwaga jest taka: ta mieszanka zawiera w sobie łamane ziarno zbóż, postanowiłem je wcześniej odsiać i namoczyć w 50ml wody. Druga uwaga dotyczy wody, końcowa ilość zależy od wielu czynników (m.in wilgotności pierwotnego zakwasu) i dodałem jej tyle aby uzyskać w miarę luźną konsystencję.
Całość wyrabiałem w maszynie w dwóch krokach: pierwszy to normalny program przerwany tuż przed pieczeniem (czyli 10 minut mieszania, 10 minut odpoczynku, 10 minut mieszania, 30 minut wzrostu, chyba 15 minut mieszania i 1h wzrostu); drugi krok to program zapuszczony od początku (wraz z dodatkową mąką) i przerwany po pierwszym mieszaniu.

Uff... teraz ciasto ląduje w natłuszczonych formach do muffinów, smaruję z wierzchu oliwą aby nie wyschło i czekam aż wyrośnie... co trwa koszmarnie długo, bo aż 2h.


Nadmiar ciasta pakuję w podłużną foremkę (bo nie mam drugiej muffinowej) i też zostawiam na podobny czas.


4. Ostatecznie pieczenie

Po zbyt długim oczekiwaniu na wyrośnięcie wrzucam do piekarnika nastawionego na 220stC, na blachę na dnie wlewam kubek wody i czekam 10 minut. Po tym czasie wypuszczam parę - parząc się przy okazji, obniżam do 200stC i zostawiam na 15 minut



5. Chlebki są gotowe

Jest 23:00. Po wyjęciu ostudzam chwilę, przybiega syn z tekstem (co tu tak pachnie?) i zjada jedną na poczekaniu. My wciągamy po 3 sztuki i połowy produkcji nie ma.
Chlebek jest ciemny, jędrny (zasługa ziemniaka i oliwy) i apetyczny. Wielkościowo taki na 3 gryzy.

21 cze 2009

chleb - trochę na zakwasie, trochę na drożdżach



Przepowiednie Li Edelkoort:

People will create their own “wellness world” at home where they can pamper themselves and surround themselves with things that give them a sense of stability, relaxation and balance. These objects will include top-quality foods (…) This new lifestyle will place great emphasis on how we eat (...) Food, drink and cosmetics will play a decisive part in peoples’ search for new tastes and sensory impressions...

Ja upiekłam chleb nie po to, aby podążać za trendami (chociaż akurat te są wyjątkowo kuszące), ale ponieważ dostałam od mamy zakwas. Bo moja mama jest trendy i sama robi masło i chleb – ale to już uroki mieszkania na wsi i względnego spokoju na emeryturze.
Nie każdy ma tyle szczęścia, żeby „odziedziczyć zakwas”, więc podaję przepis mamy:

pół szklanki mąki żytniej należy zmieszać z taką ilością ciepłej wody, aby wyszła gęsta „papka”; można dodać szczyptę drożdży. Słoiczek z papką zakryć jakąś szmatką albo gazą i odstawić na 48 godzin w miejsce o temperaturze pokojowej.

Przygotowanie ciasta to proces długotrwały, ale na szczęście niepracochłonny.

Faza 1:

składniki:
-zakwas
-szklanka mąki żytniej
-szklanka wody
Wszystko należy wymieszać i pozostawić na parę godzin (np. 8 etatowych albo na noc).

Faza 2:

Dodać:
-1 kg mąki
-3 łyżeczki soli
-3 szklanki wody z 1/6 kostki drożdży
-¾ szklanki otrąb żytnich
Wszystko wymieszkać i postawić do wyrośnięcia na 2 godziny

Faza 3:

Po wyrośnięciu odłożyć trochę ciasta do słoiczka (to będzie nasz nowy zakwas) i schować do lodówki. Nie mrozić. Uwaga: to ciasto jeszcze urośnie, więc polecam nie więcej niż 2/3 słoiczka. Zakwas może stać w lodówce nawet 2 tygodnie.
Resztę ciasta podzielić na 2 części i wymieszać z czymkolwiek chcemy (słonecznik – około pół szklanki na 1 chlebek, śliwki, cebulka, pestki dyni i inne pyszne dodatki). Następnie ciasto włożyć do 2 wysmarowanych olejem blaszek i odstawić na godzinę do wyrośnięcia.

Faza 4 – pieczenie:

Ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika (150 – 170 stopni), piec 15 minut, a następnie nastawić piekarnik na 200 stopni i piec przez 50 minut. Po tym czasie można przełożyć chleb „do góry nogami” i opiec przez 10 minut spód chleba żeby było równo. Po wyjęciu posmarować chleb wodą (zupełnie nie wiem po co, ale mama tak powiedziała).

Faza 5:

Zjeść z masłem i solą.

23 lis 2008

Pasty z fasoli

Jednym z dodatków, które podaję do naleśników w wytrawnej wersji (ale równie dobrze pasują choćby i do grzanek) są pasty z fasoli. Przygotowuje się je bardzo prosto: wybieramy fasolę - najlepiej do namoczenia, ale jeśli nie ma innej możliwości to ujdą i puszki. Gatunki mają swoje niuanse smakowe, dlatego można a nawet warto użyć więcej niż jednego. Po namoczeniu, przegotowaniu i przestudzeniu fasoli (mniej więcej szklanka na osobę) z wyczuciem robimy z niej miazgę - w efekcie chcemy pastę z wyraźnymi fragmentami fasolowych struktur. Najlepiej robi się to tłuczkiem do ciast albo widelcem, natomiast blendera naleźy używać bardzo ostrożnie, żeby nie zrobić zupki dla dzieci.

To oczywiście nie koniec. Teraz włączamy smak: próbujemy każdego koloru past i komponujemy z ziołami i innymi dodatkami. Moje ulubione zestawienia to:
  • do białej fasoli koper i pietruszka, zwykła cebula
  • do czerwonej i czarnej fasoli szczypiorek i pietruszka, pomidor, czerwona cebula
i uniwersalnie oliwa, pieprz i sól. Najważniejsza zasada to: śmiało z zielonym. Do porcji na dwie, a nawet jedną osobę wrzuciłbym bez wahania po drobno posiekanym pęczku każdego z wymienionych rodzajów - efekt smakowy jest potężny, a oprócz tego ożywają wspomnienia dawno minionych czasów, kiedy babcie szykując jedzenie także nie szczędziły zieleniny. Żeby poigrać z fasolową monotonią dodajemy również drobno posiekane cebule - niezbyt dużo, zdajcie się na swoje wyczucie. Podobnie nie należy przesadzać z oliwą - łyżka na osobę na początek i próbujcie czy dobre. Na wykończenie odrobina soli i pieprzu. Podawać letnie.

W najbliższych tygodniach, jeśli tzw. harmonogram pozwoli, pełny obiad z uczestnictwem fasoli, wtedy pokażę na zdjęciach jak to wygląda.

19 paź 2008

Żurek

Wydawałoby się, że w żurek zrobić każdy umie. Nic bardziej mylnego. Nie każdy. I do tego nie każdy zjadany żurek zasługuje na to miano.  Często jadałem żurki, które były białym barszczem (zupy zabielane mąką pszenną, może raz mąką pszenną ukiszoną) lub o zgrozo "jakże przepysznym żurkiem z torebki firmy X" albo jakieś dziwnie octowe, białe zupy z kiełbasą i ziemniakami. A to nie tak... do żurku trzeba ukisić mąkę żytnią. Powtórzę: ukisić. Można pójść drogą prostszą - kupić gotową kiszonkę w butelce (zwaną mylnie zakwasem, ale o tym dalej), a można pójść drogą nieco trudniejszą - zrobić żurek od zera. I tym się teraz zajmę.

Zaczynamy od pozyskania mąki żytniej, najlepiej chlebowej (typ 720), choć ta często jest trudna do zdobycia. Ostatecznie może być mąka żytnia razowa (typ 2000).

Pięć dni przed planowanym gotowaniem, rozpoczynamy proces kiszenia mąki. Dobrze słona woda, sparzony czosnek, mąka i chłodne miejsce (<20stc).

Reszta jest prosta. Na warzywach i wędzonce (boczek, kiełbasa, żeberka) gotuje się wywar. Ja dodaję też suszone grzyby. Do wywaru można też dodać ziemniaki i je w nim ugotować (przed dodaniem żuru). Na koniec wlewamy płyn i część ukiszonej mąki razem z czosnkiem. Mąką reguluje się gęstość zupy - więc z tym ostrożnie. Kwaśna śmietana, pieprz i majeranek. A jak ktoś lubi to także biała kiełbasa. Zagotować (uwaga, zupa się zapieni) i podawać z jajkiem na twardo i świeżym chlebem.

Wyjaśnienia wymaga jeszcze słowo zakwas. Otóż zakwas różni się tym od żuru, że trzyma się go w cieple (>20stC) a wody się nie soli. Zakwas poza bakteriami kwasu mlekowego zawiera także drożdże. Na nim można zrobić świetny chleb, ale nie żurek. To tylko tak dla ustalenia nomenklatury :)

Miłej zabawy!

14 wrz 2008

Zupa krem z dyni


Kilka lat temu byłem święcie przekonany, że dynia służy głównie jako rekwizyt w amerykańskich filmach lub warzywo z którego uzyskuje się przepyszne pestki (pominę trzecią opcję - dynia w occie). Do czasu jak zrobiłem zupę krem. Miał to być jednorazowy eksperyment zrobiony z inspiracji jakimś programem kulinarnym. Miał być. Eksperyment powtarzam od tych kilku lat co jesień - za każdym razem przerabiając i zjadając kilkanaście kilogramów dyń :)

Przepis jest prosty. Marchew, pietruszkę, seler, por, cebulę, czosnek w ilości 1/5 garnka duszę na oliwie z oliwek do miękkości, potem wrzucam dynię, zalewam wodą (lub rosołem) i gotuję do miękkości warzyw. Potem miksuję, przyprawiam, zagęszczam śmietaną i połową kostki masła (i znowu miksuję do uzyskania gładkiego kremu). I już.

Gdzie eksperyment? W przyprawach i wykończeniu. Zawsze sól, pieprz i świeżo starta gałka muszkatołowa. Często także: sos sojowy, oliwa z pestek dyni (a ostatnio z pistacji), ocet balsamiczny, maggi, chili - wszystko w ilości lekko łamiącej oryginalny smak zupy. Z innych dodatków można dodać ostry ser z niebieską/zieloną pleśnią. Wykończenie: łyżka gęstej śmietany, pokruszona papryczka piri-piri, łyżeczka octu z malin lub innego octu smakowego. Co jeszcze? To zależy od Waszej inwencji.

Aha - przepis ten jest dość uniwersalny, zamiast dyni można użyć innych dyniowatych (cukinia, kabaczek, patison), marchwi, brokułów, czosnku. Zupa idealnie nadaje się dla niemowląt i dzieci, trzeba tylko opuścić większość przypraw, ale można dodać np. pierś kurczaka lub inne chude mięsko.

Smacznego!

20 sie 2008

Polędwica wołowa

Sushi i steki z polędwicy wołowej to dwie potrawy które sprawiają, że po zjedzeniu gęba mi się cieszy dość długo. I o ile pierwszą z nich, mimo kupy roboty, umiem jako tako zrobić w domu, o tyle drugą... szkoda gadać. Na szczęście do niedawna.

Koniec zabawy z plastrami, które albo wychodzą za krwiste, albo zbyt usmażone, albo zbyt twarde, albo... nadszedł czas na polędwicę wołową w kawałku. Podejrzałem sposób u Jamiego Oliviera, pokombinowałem i zrobiłem to tak:

Marynata, a zarazem sos (pomysł własny):
  • olej z pestek dyni
  • ocet balsamiczny
  • sos sojowy (japoński)
Jakie proporcje? Jeszcze nie wiem, pomysł świeży, dopiero testuję. Tutaj trzeba pobalansować między kwaśnym, słodki i słonym. Raz mi się udało, drugim razem gorzej - któregoś razu dojdę do proporcji.

Polędwicę o wadze ponad pół kilo marynuję 30 minut. Uwaga, mięso ma być w temperaturze pokojowej.

Po marynowaniu, szybkie obsmażanie na patelni ze wszystkich stron i do piekarnika (180stC, termoobieg) na:
  • 30 minut - krwista w środku
  • 45 minut - dla mnie idealna, jeszcze różowa, soczysta...
  • 1 godzina - podejrzewam, że tzw. well-done, nigdy tyle czasu nie wytrzymałem.
Po wyciągnięciu odstawiam na 10 minut aby doszła (ponoć istotne).

Sos robię z marynaty, redukując ją do oczekiwanej konsystencji. Teraz wystarczy mięso pokroić w grube plastry, polać sosem i ...

Pewne Panie, które tą potrawą poczęstowałem stwierdziły że nigdy, przenigdy czegoś tak pysznego niejadły. Mam nadzieję że spróbujecie sami.

18 sie 2008

Naleśniki z sezamem i czekoladą


Naleśniki to jedno z moich ulubionych dań i specjalność, którą serwuję w przeróżnych wariantach, dlatego możecie spodziewać się przepisów co jakiś czas. Tym razem proponuję wersję na słodko - z sezamem i czekoladą.

Istnieje wiele recept na "zwykłe ciasto naleśnikowe", ale tylko moja jest słuszna (nie żartuję, sprawdź): bierzemy dwa organiczne jajka, szczyptę soli, dwie łyżki brązowego (nierafinowanego) cukru a następnie tyle mąki i mleka, żeby uzyskać ok. 750 ml ciasta o konsystencji śmietany. Podaję przybliżone wartości, ponieważ jajka mają różne wielkości. Ciasto wylewamy cienko na gorącą, teflonową patelnię bez tłuszczu. Smażymy z jednej strony tak długo, aż ciasto się samo nie odlepi i nie pozwoli przerzucić na drugą stronę. Tak przygotowany naleśnik po pierwsze nie będzie tłusty, po drugie będzie jędrny i jedwabiście gładki, po trzecie będzie smaczny.

W wersji sezamowej proponuję lekko zmodyfikować ciasto, dodając do niego nieco wanilii, kilka kropel oleju sezamowego i 4-5 łyżek semoliny. Mąka tego rodzaju spowoduje, że ciasto stanie się mniej elastyczne, ale w kontekście sezamu wydaje mi się to dość sensowne.

Na rozgrzaną patelnię należy wysypać sezam - 2-3 łyżki - i prażyć go nie dłużej niż minutę (będzie nerwowo podskakiwać). Następnie wylewamy na niego ciasto tak jak zwykle. Po przewróceniu na drugą stronę ścieramy trochę dobrej mlecznej czekolady. Puryści mogą poprzestać na czystej i skompensować to np. startą skórką z pomarańczy, albo odrobiną miodu. Cokolwiek to będzie, nie powinno być tego dużo.

Podawać na ciepło, z kulkami lodów waniliowych.

9 sie 2008

Placek z bananami i borówkami



Trudno teraz o sklep/targ bez borówek. Skorzystajmy więc i upieczmy jakiś deser na ciepłe popołudnie. Do zwykłego ciasta drożdżowego z pół kilograma mąki dodać 3-4 łyżki mascarpone, powtykać borówki i pokrojone w cienkie plasterki banany. Dodatkowo tu i ówdzie można dodać kawałeczki dobrej jakości czekolady. Upiec placek na złoty kolor i podawać po przestygnięciu.

30 lip 2008

Łatwe i szybkie (5): pasta dla Roberta i Żaby

Robert, kumpel z pracy, napomknął coś o sosach do past. Okazało się, że używają z żoną kupnych, gotowych. Wymieniliśmy parę uwag na temat makaronów, spisuję je tutaj, żeby nie zapomniał.

Po pierwsze, wybór pasty. Tu zgodziliśmy się, że forma casarecce (na ilustracji wyżej) jest bardzo dobra. Zresztą każdy makaron, którego kształt ułatwia przyleganie sosu i nie ucieka z widelca jest dobry. Co do producenta... cóż, ponownie nie chcę robić reklamy, ale polecam rozejrzenie się za niebieskimi pudełkami z Włoch.

Po drugie, gotowanie. Potrzebny jest duży garnek. Dużo większy niż ilość przygotowywanej pasty - powiedzmy w proporcjach 1:4, 1:5 (makaron:woda). Woda musi być szczodrze osolona i wrząca (nie jakieśtam emeryckie pyrkanie, tylko wrzenie na całego). Nie dolewamy oliwy/oleju. Makaron nie sklei się, jeśli a) nie jest badziewny, b) po wrzuceniu i parę razy w trakcie gotowania przemieszamy go uczciwie. Przed czasem podanym na opakowaniu wyjmujemy próbkę i oceniamy własnozębnie ile brakuje do idealnej konsystencji. Niedogotowany i rozgotowany makaron to porażka. Jeśli jest dobry, odlewamy 99% wody i na chwilę odstawiamy. Można zahartować zimną wodą, ale osobiście uważam to za niepotrzebny fetysz. Lepiej dodać świeżo zrobiony sos i od razu podawać na gorąco.

Po trzecie, sos. Mnogość wariantów, ja podam najprostszy z możliwych. Kluczowa sprawa to jakość składników, dlatego trzeba poświęcić nieco troski zakupom, a nie mechanicznie pakować koszyk. Na dwie osoby: 6 suszonych pomidorów, 2 ząbki czosnku, 6 normalnych pomidorów (mogą być z puszki, ale trudniej wybrać dobre). Suszone pomidory posiekać w cienkie paski, normalne pokroić w kostkę (można sparzyć i zdjąć skórkę - wg upodobań). Czosnek posiekać drobno. Na rozgrzaną oliwę (lub, jak pokazał mi kolega, olej w którym były suszone pomidory - podbija smak o rząd wielkości, niemniej oliwa jest bardziej przewidywalna) wrzucić najpierw suszone pomidory, przesmażyć przez dwie-trzy minuty, dodać czosnek - ostrożnie, nie spalić - a potem zwykłe pomidory, zmniejszyć ogień i zredukować do gęstego sosu. Spróbować, przyprawić do perfekcji. Banał, a deklasuje każdy masowy sos ze słoika. Urozmaicić go można dodając choćby paski smażonego mięsa (na ilustracji niżej wołowina), albo jakieś warzywa pokrojone w kostkę (bakłażany, cukinie...). No i oczywiście zioła. Oprócz typowej partnerki pomidorów, czyli bazylii, świetnie sprawdzą się tymianek (raczej suszony), oregano (świeże). Wierzę, że zdacie się na własny smak i intuicję i po paru próbach znajdziecie kompozycję, która najbardziej zadowala wasze podniebienia.

Po czwarte, sposób podania: po odlaniu wody dodajemy sos do makaronu (w garnku), równomiernie mieszamy i tak przygotowane wykładamy - żadnej górki suchego makaronu z rozlaną chochlą sosu. Nikt przytomny nie będzie mieszać tego na talerzu. Wyłożoną właściwie pastę dekorujemy odrobiną dobrej oliwy i jakimś ziołem.

Podkreślam, jakość składników gra pierwszorzędną rolę. Dobre, dojrzałe pomidory zbudują o niebo lepszy smak niż styropian z marketowej promocji. Podobnie oliwa i suszone pomidory - nie muszą być najdroższe, ale na jedzeniu nie warto oszczędzać - w końcu to nie kwestia napchania się byle czym, tylko przyjemności.

Przy sprzyjających warunkach czasowych napiszę kiedyś o przygotowywaniu świeżej pasty i innych sosów, bez pomidorów.

25 lip 2008

Łatwe i szybkie (4): nudle w sosie miodowo-czosnkowym z tofu, bez grzybów

Nudle. Wrzucić zgodnie z instrukcją na opakowaniu do wrzącej wody na parę minut.


Czosnek, chili, świeże tofu (marynowane może być, nigdy "wędzone"), sos sojowy, miód. Posiekać, pokroić, przesmażyć razem na jakimś delikatnym oleju (np. z pestek winogron).

Dorzucić gotowe nudle, posiekaną drobno świeżą kolendrę, ewentualnie bazylię.

W połowie jedzenia przypomniały mi się zostawione w torbie z zakupami kurki - wy o nich nie zapomnijcie, dorzućcie na etapie smażenia.

22 lip 2008

Zupa Miss Saigon

Jest to próba odtworzenia zupy, którą jadłam w sieci wietnamskich barów „Miss Saigon” w Hanowerze. Zawarłam w niej to, co byłam w stanie określić za pomocą zmysłów i zapamiętać.


Oto składniki (porcja dla 4-5 osób albo 3 ekstremalnych żarłoków):
• 10-12 średniej wielkości pieczarek
• 2 papryki – żółta i czerwona
• 2 pory
• paluszki krabowe (wedle uznania – mi wystarcza tyle, ile jest na zdjęciu)
• krewetki (j.w.)
• czerwona (ostra) pasta curry
• mleczko kokosowe (standardowa puszka – 0,3 l)
• kiełki fasoli Mung lub pędy bambusa – używam zamiennie, w zależności od tego co jest pod ręką
• 1,75-2 l bulionu
• starta skórka z 2 cytryn – w oryginale były liście cytryny
• świeżo starty imbir
• tymianek
• szczypiorek
• oliwa
• dla wielbicieli klusek w zupie – makaron ryżowy – ja się tym razem powstrzymałam
Pokrojone w ćwiartki pieczarki należy poddusić razem z porem na oliwie przyprawionej 1 płaską (!) łyżką pasty curry, następnie dodać paprykę, po chwili przyprawić skórką cytryny i imbirem, podlać odrobiną mleczka kokosowego i jeszcze chwilę podusić. Warzywa nie powinny się rozciapciać :)) Na osobnej patelni równomiernie podsmażyć (ok. 2 minuty) krewetki, uprzednio skropione sokiem z cytryny i posypane tymiankiem (ok. 15 minut przed smażeniem). Następnie również dodać odrobinę mleczka kokosowego i podusić przez kilka minut. Zawartość woka wrzucić do bulionu, dodać resztę mleczka kokosowego a na koniec (przed samym podaniem) dodać krewetki, paluszki krabowe i fasolę. Zupę w talerzu posypać szczypiorkiem. Nie przejadać się.

20 lip 2008

Łatwe i szybkie (3): omlet z porzeczkami

Kiedy byłem mały, z ogródka babci wolałem czerwone porzeczki. Czarne smakowały jakoś smutno. Bywa, że z wiekiem gust się zmienia. Tak i w tym przypadku - teraz wolę te ciemniejsze, cierpkie kuleczki. A skoro mamy sezon na owoce i trudno choć raz dziennie nie mijać straganów pełnych dobroci, to czemu nie zrobić z nich jakiegoś sympatycznego posiłku?

Składniki: 2 organiczne jajka na osobę, jogurt bałkański (6-8 łyżek na osobę), czarne porzeczki (garść na osobę), miód, cukier trzcinowy, sól.

Przygotowanie proponuję zacząć od oddzielenia i opłukania porzeczek. Jeśli jesteś w komfortowej sytuacji i masz pomocnicę/pomocnika, możesz zlecić jej/mu to zadanie. Jajka wbić do pojemnika, dodać 1-2 łyżki cukru, szczyptę soli. Można też wetrzeć trochę skórki z cytryny lub limonki, jeśli macie pod ręką niewoskowane/niepryskane. Omlety smażyć po 2-3 minuty na teflonowej patelni. Ponieważ omlety łatwo się drą, im mniejsza patelnia, tym łatwiej nimi manipulować.

Zimny jogurt wymieszać z 1-2 łyżkami miodu. Posmarować wierzch omletu, posypać porzeczkami.


Piękne.

16 lip 2008

ogórki małosolne


Jest to tak naprawdę przepis na „ogórki-widmo”, gdyż znikają one błyskawicznie zaraz po otwarciu słoika. Danie jest naprawdę tanie i proste. Sukces zależy od proporcji składników. Ja podam rodzinny przepis na najlepiej znany mi smak ogórków (albo inaczej – jedyny właściwy smak).

Składniki (na słoik 0,3l):
• ogórki
• korzeń chrzanu – 4 chude kawałki długości ok. 4cm
• koper - cała gałąź
• czosnek – 2 dorodne ząbki przekrojone na pół
• liść wiśni
• liść porzeczki
• osolona woda (1,5 albo 1 kopiasta łyżka soli na litr)


Układanie składników w słoiku jest jak budowanie z klocków. Ja zaczynam od liścia porzeczki na spodzie, co pewnie nie ma wpływu na późniejszy smak ogórków, ale jakoś trzeba zacząć . Potem warstwa ogórków stojących pionowo, przetykanych przyprawami, a na tym kolejna warstwa – zazwyczaj już leżąca. Względnie ciasno ułożoną konstrukcję należy zalać osoloną wodą (gorącą bądź zimną - podobno im wyższa temperatura tym szybciej można się dobrać do ogórków) i zakręcić słoik. Ogórki powinny nocować w ciepłym i ciemnym miejscu. Po około 24 godzinach można już się nimi zajadać.

Ciepła sałatka z rukoli z kurczakiem

Po wizycie w Meltemi postanowiłem przeprowadzić własny atak na temat gorącej sałatki, swobodnie bazując na paru smakach. Na dwie osoby potrzebne są dwa pojedyncze filety z kurczaka, suszone pomidory, oliwki (jeśli to możliwe - nie z solanki), dwie garści świeżej rukoli, oliwa, świeży rozmaryn, cebula, czosnek, pieprz (młynek), sól.

Filety trzeba oczyścić z błonowato-chrząstkowatych śmieci i ponacinać. W nacięcia wetrzyjcie listki rozmarynu, a w całość sól i pieprz - na wyczucie. Tak przygotowane mięso obsmażcie na skwierczącej patelni z 2-3 łyżkami oliwy, aż nabierze kolor. Nie należy starać się przegotować je na wylot. Tym zajmie się piekarnik, który rozgrzejcie do 170-200 stopni (każdy piekarnik stroi inne fochy, więc znów zdajcie się na wyczucie). Do żaroodpornego naczynia (najlepiej z grubymi ściankami) wrzućcie kilka suszonych pomidorów, z grubsza pokrojone cebulę i czosnek (mają tylko oddać aromat) - wszystko to razem z mięsem i tłuszczem z patelni niech grzeje się jakieś 15-20 minut.

W tym czasie można wypłukać i osuszyć rukolę, posiekać oliwki na ćwiartki i przygotować do subtelnego kontaktu z oliwą - powinna dodać lekkiego blasku, ale nie lśnienia. Podawać z gorącym, pokrojonym mięsem (a może nawet porwanym palcami - to nie jest jakaś maszynka fast-foodowa) i posiekanymi pomidorami. Jak widać na zdjęciu, etap siekania sobie odpuściłem, ponieważ lubię kęsy o intensywnym smaku, wy postępujcie tak, żeby dogodzić sobie wg własnego uznania.



14 lip 2008

sezonowe smaki: zupa wiśniowa z kluskami babci Haliny



Mój wzorzec zupy wiśniowej ukształtował się w głębokim dzieciństwie, w czasach, kiedy obiady robiła moja babcia. To była najlepsza zupa wiśniowa na świecie. Toteż od czasu do czasu w ramach pielęgnowania wspomnień, staram się wskrzesić ten niedościgniony wzór:

Na wstępie czeka nas krwawa robota, czyli drylowanie wiśni. Babci szło to błyskawicznie za pomocą agrafki. Dalej już z górki: wiśnie zalewamy wodą, dosładzamy według uznania i gotujemy chwilę, dodając na koniec łyżkę mąki ziemniaczanej rozrobionej w szklance wody i jeszcze raz zagotowujemy.



Teraz kluski: w rondelku zagotowujemy pół szklanki wody, dodajemy 1/5 kostki margaryny, a kiedy się rozpuści, wsypujemy ok. ¾ szklanki mąki energicznie mieszając aż do połączenia składników. Powinna powstać jednolita, nieco szklista masa. Odstawiamy do wystudzenia, po czym wbijamy jajko, solimy i mieszamy dodając po trochu mąki, do uzyskania konsystencji miękkiego ciasta pierogowego. Na końcówce łatwiej jest je wyrobić ręką na stole.



Dalej moja babcia robiła tak: brała do ręki pokrywkę od garnka, rozpłaszczała ciasto na jej wewnętrznej stronie, po czym łyżką stołową nabierała małe kawałeczki i kładła na wrzącą, osoloną wodę. Za każdym razem łyżkę trzeba zamoczyć we wrzątku, wtedy nic się nie przykleja. Kluski gotujemy aż wypłyną i potem jeszcze ze trzy minutki. To, co mi się tak bardzo w nich podoba, to że mają śliczne kształty – takie „odręczne”, ładnie rosną i są bardzo mięciutkie, po prostu pycha. Z podanej przeze mnie ilości wychodzi porcja dla dwóch osób.

Na koniec, w moim idealnym obrazie tego dania, zupa jest ze śmietaną. Ale konia z rzędem temu, kto umie wlać ją tak, żeby się nie zważyła. Tego mistrzostwa mojej babci nie jestem w stanie powtórzyć...




8 lip 2008

pejzaż spożywczy




Nie ma to jak dobre jedzenie, a jeśli do tego jest jeszcze ładne, przyjemność jest podwójna. Oto przepis na pyszną zapiekankę warzywną, która smakuje równie świetnie, jak wygląda.


Do wykonania potrawy potrzebne są (w równych ilościach):

• ziemniaki
• cukinia
• pomidory
• cebula
• boczek

jak na obrazku poniżej (brakuje tylko cukinii):



Wszystkie składniki kroimy w plasterki - im cieńsze, tym lepszy efekt i krótszy czas zapiekania. Żaroodporne naczynie smarujemy masłem i układamy rzędami kolejne składniki jeden za drugim, na przemian. Warstwy powinny być ułożone dosyć ciasno, żeby plasterki nie leżały, tylko nachodziły na siebie tak - nazwijmy to - dachówkowato. Na koniec skrapiamy wszystko oliwą, posypujemy solą, słodką papryką i ziołami prowansalskimi i wtykamy gdzieniegdzie po listku laurowym. Całość (pod przykryciem) wjeżdża do piekarnika 200 stopni na 35-40 minut.



Tak wygląda przed upieczeniem:




A tak po (już na talerzu):





Jeśli mamy mało czasu, to to danie wychodzi również na patelni - na wolnym ogniu pod przykryciem. Wtedy wystarczy ok. 25 minut - decyduje stan ziemniaków, choć nie uzyskamy takiej równomierności pieczenia, no i łatwiej przypalić he he...